PlusLiga | 2010-05-07 12:06:14 | Nadesłał: Iga Kamińska | Źrodlo: inf.własna/ gazeta.pl
Dość zaskakująco rozpoczęła się rywalizacja o tegoroczny tytuł mistrzowski PlusLigi. Po raz pierwszy bowiem od trzech lat, broniąca tytułu Skra Bełchatów, w meczu finałowym we własnej hali musiała uznać wyższość rywala. Rywala tego samego, co poprzednim razem- drużyny Jastrzębskiego Węgla.
Czwartkowy mecz pokazał, że słabszy występ bełchatowian w rozegranym w ostatni weekend Final Four Ligi Mistrzów nie był przypadkowy. Drużynie Jacka Nawrockiego sporo brakuje do szczytowej formy. Do wczorajszej porażki mistrza Polski przyczynił się również słąbszy dzień Mariusza Wlazłego. Jastrzębski Węgiel nie bawił sie w sentymenty i skrzętnie wykorzystał niedyspozycję faworyta. Nie było to jednak, jak się okazało, takie proste.
Pierwsze dwa sety padły łupem gości. Jack Nawrocki, mimo krytycznych głosów, pozostawił w rezerwie Bartosz Kurka, wystawiając do pierwszej szóstki Stephane Antigę. Francuz jednak zdecydowanie nie dysponował najwyższą formą, co uwidoczniło się w problemach z atakiem. Również as gospodarzy, Mariusz Wlazły, nie mógł się wstrzelić w grę. W pierwszym secie zapisał na swoim koncie tylko jeden punkt. Jego odpowiednik w drużynie gości, Igor Yudin, spisywał sie znacznie lepiej. Dzięki akcjom tego młodego zawodnika Jastrzębie w pierwszej odsłonie meczu zdobyło 8 oczek.
Na niewiele zdało sie wprowadzenie z rezerwy Kurka, bo Skra ewidentnie męczyłą sie w ataku, a drużynie trenera Santillego wychodziło niemal wszystko. Raz po raz jastrzębianie zaskakiwali Skrę precyzyjnymi kiwkami albo szczelnymi blokami. O znaczącej przewadze Jastrzębskiego Węgla
świadczą także statystyki. Po dwóch setach gospodarze mieli 31 proc. skutecznych ataków, a ich rywale aż 65. To nie wymaga komentarza.
Trenerzy bełchatowian ciągle prowadzili poszukiwania składu optymalnego, który pozwoliłby drużynie odeprzeć atak gości i odrobić straty. Po kolei na boisko wchodzili wszyscy zawodnicy, jakimi dysponowała Skra. Te rotacje "zaskoczyły" w końcu w trzeciej partii. Na parkiecie stanęli razem Winiarski i Kurek, Możdżonka zastąpił Wnuk. Przyniosło to poprawę w ataku, dodatkowo pojawiłu się cztery skuteczne bloki i trzy asowe zagrywki. Rozkręcił się Kurek, męcząc gości trudną zagrywką. To wszystko rozstroiło jastrzębian, którzy zaczęli się mylić. Emocji było znacznie więcej niż dobrej siatkówki. W końcówce czwartej partii wszyscy w hali oglądali mecz na stojąco. Widać było jednak, że więcej determinacji i pewności jest u bełchatowian, którzy obudzili się i nie chcieli dać odebrać sobie szansy na wygraną meczu.
Tie-break rozpoczął się od problemów gości.Skra natomiast grała koncetowo, prowadząc nawet 5:1. Ale jastrzębianie nie mieli zamiaru się poddawać. Pomagali im w tym sami bełchatowianie, popełniając błąd za błędem. I to zarówno w przyjęciu zagrywki, jak i w ataku. Z wyniku 8:5 zrobiło się 9:11. Duży udział miał w tym Abramow, który jak na lidera przystało, obudził się i poderwał kolegów do walki. Zasłużenie został wybrany na najlepszego zawodnika meczu.
Trzy lata temu Jastrzębski Węgiel też rozpoczął finał od wygranej w Bełchatowie (3:0). Złoto stracił dopiero w piątym meczu. Teraz może ma słabszy skład, ale Skrze brakuje sporo do optymalnej dyspozycji. Drugi mecz w piątek o godz. 18.
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.